Cokolwiek miałoby znaczyć owe zawieszenie (nie jest to akt formalnego wycofania kandydatury) kampanii Hermana Caina, który uzyskiwał dotychczas wysokie miejsca w sondażach, to z pewnością nie ma wątpliwości co do tego, że na takie decyzje jest to najmniej odpowiednia pora.

Lada moment będziemy mieli pierwsze prawybory w Iowa i New Hampshire, więc dla kandydata, który jeszcze niedawno w Iowa był faworytem, taki ruch musi w konsekwencji oznaczać definitywne zakończenie kampanii, a nie jej "zawieszenie" z możliwością wznowienia w bliżej nieokreślonym czasie.

Tym, co w znacznej (o ile nie wyczerpującej) mierze musiało zmusić Caina do - powiedzmy sobie szczerze - rezygnacji, to pomówienia o molestowanie seksualne, którym to media amerykańskie poświęciły szczególną uwagę.

Każdy bystry obserwator otaczającej rzeczywistości doskonale wie, że dzisiaj wystarczy tylko rzucić hasło, że ktoś coś tam był zmolestował, i anihilacja przeciwnika gotowa.

Z drugiej strony - jak słusznie zauważa Ron Paul w ostatnich wywiadach - Amerykanie są bardzo wybaczającym narodem, czego przykładem była afera rozporkowa Billa Clintona. Z takiej perspektywy można by się doszukiwać jeszcze innych wątków u podłoża takiej, a nie innej decyzji Hermana Caina, ale my już może to zostawmy - za głęboko wchodzić w pewne sprawy czasem po prostu nie wypada...

Na zakończenie przytaczamy stanowisko Rona Paula w sprawie decyzji Hermana Caina:

Herman Cain wniósł wiele energii i entuzjazmu w proces uzyskiwania republikańskiej nominacji oraz unikalną perspektywę na wiele wewnętrznych, istotnych dla wyborców kwestii, takich jak reforma systemu podatkowego i pro-rozwojowy program sprzyjający sektorowi prywatnemu.

W świetle zawieszonych czynności związanych z prowadzeniem jego kampanii chciałbym życzyć Hermanowi wielu sukcesów w jego przyszłych staraniach.

Ron Paul